Zablokowana Cieśnina Ormuz, pękające łańcuchy dostaw, europejski kryzys energetyczny i widmo powrotu inflacji – to nie są już teoretyczne scenariusze. To brutalna rzeczywistość wywołana wojną w Iranie, gdzie sytuacja wydaje się eskalować z dnia na dzień.
Kiedy Stany Zjednoczone wraz z Izraelem uderzały na Iran, oficjalny przekaz zapowiadał szybki i precyzyjny pokaz siły. Tymczasem dziś jesteśmy świadkami chaosu informacyjnego i wydatków wojennych rzędu miliardów dolarów na zwalczanie tanich dronów przeciwnika. Na asymetryczną odpowiedź Iranu Amerykanie zdają się nie mieć jasno określonej strategii, obnażając swoją decyzyjną bezradność.
Z drugiej strony możemy spotkać się z odmienną narracją, wedle której USA nie kroczą drogą usłaną strategicznymi porażkami i chaosem decyzyjnym. Według niej obserwujemy cyniczną partię „szachów 5D” rozgrywaną przez administrację Trumpa, w której głównym celem nie jest Iran, a Rosja i Chiny.
Czy zatem to, co obserwujemy ze strony amerykańskiej administracji, jest genialnym blefem, czy też strategiczną głupotą? W tym artykule zestawię obok siebie te dwie narracje, aby zobaczyć, która z nich jest bliżej prawdy i określić, czy dotychczasowy globalny hegemon rzeczywiście ma sytuację pod kontrolą.
Ameryka traci kontrolę. Fakty dowodzące porażki USA.
Stany Zjednoczone zaangażowały się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, która może przerodzić się w pełzający konflikt, czyli coś, czego Donald Trump na pewno chciał uniknąć. Z każdym dniem Biały Dom dostarcza szereg przesłanek, by sądzić, że działa chaotycznie, w nieprzemyślany sposób i po prostu nie potrafi skutecznie zarządzać tą sytuacją. Przyjrzyjmy się więc poszczególnym aspektom tej narracji.
Uzależnienie od Izraela. Wojna na cudze życzenie?
Dotychczas twierdzenia o wpływie Izraela na politykę zagraniczną USA nie spotykały się z aprobatą szeroko pojętej społeczności amerykańskiej. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że optyka uległa zmianie i dziś wielu komentatorów jasno wskazuje na kluczową rolę Tel Awiwu. Można tutaj wymienić chociażby zbrodnie dokonywane w Gazie na ludności cywilnej – wszystko to przy wyraźnej aprobacie USA i wsparciu militarnym. Dziś wojna z Persami po raz kolejny uwypukla tę specyficzną relację, w której to ogon macha psem.
Już w 2020 roku mogliśmy w symboliczny sposób zobaczyć stosunek prezydenta USA do Izraela. Trump osobiście zaprojektował wielki „Klucz do Białego Domu”, a jego pierwszy egzemplarz wręczył w Gabinecie Owalnym właśnie Netanjahu, mówiąc: „To klucz do naszego kraju i naszych serc”. Kilka lat później w grudniu 2025 roku, a więc na 3 miesiące przed wybuchem wojny, podczas przyjęcia hanukowego w Białym Domu, publicysta Mark Levin przedstawił Trumpa jako pierwszego żydowskiego prezydenta. Ten nie oponował, ale z uśmiechem i przy klaszczącej sali stwierdził, że to prawda.
To oczywiście nie wszystko. Za gestami idą wielkie pieniądze i bezwzględna polityka wpływu.
W tym miejscu należy wspomnieć o AIPAC (American Israel Public Affairs Committee), czyli potężnej grupie lobbingowej, której celem jest de facto zagwarantowanie spójności pomiędzy amerykańską polityką zagraniczną a interesami Izraela. Stworzyli własne komitety polityczne (tzw. Super PACs, np. United Democracy Project), które mogą zbierać i wydawać nielimitowane kwoty od miliarderów i korporacji na kampanie wyborcze. Mówimy tu o dziesiątkach milionów dolarów pompowanych w każdy cykl wyborczy. Efekt jest taki, że jeśli polityk głosuje za wspieraniem militarnym Izraela, to może liczyć na hojne datki ze strony AIPAC. Tym bardziej przed zbliżającymi się w listopadzie wyborami połówkowymi (midterms), żaden amerykański polityk (zarówno demokratyczny, jak i republikański) nie odważy się postawić Tel Awiwowi, który w takim wypadku urządziłby czarną kampanię przeciwko takiemu rebeliantowi.
Przejdźmy więc do analizy wydarzeń ostatnich tygodni. Przede wszystkim Izrael zaatakował dokładnie w momencie, gdy USA negocjowały z Iranem warunki deeskalacji. Teheran był gotowy na ustępstwa, co sprawiło, że Tel Awiw postanowił zadziałać wyprzedzająco i postawić Stany przed faktem dokonanym. Sekretarz Stanu Marco Rubio przyznał przed dziennikarzami, że uderzenie nie wynikało z bezpośredniego zagrożenia dla Ameryki, ale z faktu, że Izrael podjął decyzję wcześniej: "Wiedzieliśmy, że nastąpi izraelska akcja. Wiedzieliśmy, że to sprowokuje atak na amerykańskie siły i wiedzieliśmy, że jeśli nie uderzymy prewencyjnie, zanim oni [Iran] wyprowadzą te ataki, poniesiemy wyższe straty."
Jeszcze dosadniej wyraził się Mark Warner, zasiadający w Komisji ds. Wywiadu. Usłyszał na zamkniętym spotkaniu, że Iran stanowił zagrożenie dla Izraela, a nie USA. Zrównanie ze sobą bezpośredniego zagrożenia dla Izraela z bezpośrednim zagrożeniem dla Ameryki określił jako wejście na nieznane terytorium. Określenie „bezpośrednie zagrożenie” pozwala prezydentowi na podjęcie samodzielnej decyzji o ataku bez zgody Kongresu. Izrael nie ma żadnej oficjalnej umowy o wzajemnej obronie z USA, ani nie należy do NATO. Wygląda więc na to, że interes obcego państwa został postawiony na równi z interesem Stanów Zjednoczonych. Jest to wydarzenie bez precedensu i stwarza ryzyko podejmowania przez Trumpa samodzielnych decyzji o ataku i to właśnie Warner określa alarmistycznie jako wejście na „nieznane terytorium”. Dotychczas USA nigdy nie „oddały” swojej armii do dyspozycji obcego kraju, z którym nie ma nawet ścisłego paktu obronnego.
Izrael w swoich atakach rakietowych poszedł bardzo daleko. Zrzucił bomby na cztery irańskie terminale naftowe wokół Teheranu. Dym zasłonił słońce i doprowadził do opadów kwaśnego deszczu. W sieci krążą również nagrania ukazujące użycie białego fosforu w Libanie – broni chemicznej, powodującej poważne poparzenia. Nawet skrajnie proizraelski senator Lindsey Graham stwierdził, że pewne działania Izraela zaszły za daleko. To pokazuje, jak radykalny w swoim działaniu jest Izrael i jak bardzo zależy mu na maksymalnym zniszczeniu Iranu, co z pewnością nie jest na rękę Stanom, gdyż prowadzi do niekontrolowanej eskalacji, o czym później.
Skoro Stany Zjednoczone walczą w Iranie w interesie innego kraju i nawet szczególnie nie kryją się ze swoją proizraelską postawą, to podstawowe pytanie w tym momencie brzmi: dlaczego to robią? Odpowiedzią mogą być m.in. ujawnione na przełomie stycznia i lutego akta Epsteina, które wstrząsnęły opinią publiczną, mimo iż część z nich wciąż jest ocenzurowana (ukrycie sprawców) i nieujawniona. Na tej fali rozgorzały dyskusje o powiązaniach Trumpa z Epsteinem. Niewykluczone, że Jeffrey Epstein wspólnie z Ghislaine Maxwell (córką Roberta Maxwella, wieloletniego agenta Mosadu) prowadzili gigantyczną sieć szantażu seksualnego wycelowaną w zachodnie i amerykańskie elity polityczno-finansowe w imieniu państwa Izrael. Bezwarunkowa uległość Administracji USA może po części również wynikać z chęci wyciszenia całego tego zamieszania w zamian za przeprowadzenie ataku na Iran. Na ten moment wydaje się, że temat akt zszedł na drugi plan, co potwierdza zainteresowanie hasłem „Epstein Files” w Google:

W czasie, gdy Izrael i USA bombardują Iran, pojawiają się informacje o tym, że część nieujawnionych akt jest niszczona. Jednocześnie Donald Trump publicznie wezwał do odrzucenia w nadchodzących wyborach Thomasa Massiego, odpowiedzialnego za proces ujawniania akt. Czy światowy hegemon walczący na zlecenie mniejszego i słabszego państwa, może zostać uznany za kraj zdolny do prowadzenia skutecznej walki o światowy prymat? Nawet pomimo tak rażących zależności od Izraela zręczna kampania informacyjna mogłaby skutecznie je ukryć, sprzedając Amerykanom narrację, w którą by uwierzyli. Czy tak rzeczywiście jest?
Chaos w domenie informacyjnej. Sprzeczne komunikaty USA.
Najnowsze sondaże wskazują, że 56% Amerykanów sprzeciwia się wejściu USA do wojny w Iranie, a aż 74% jest przeciwko wysłaniu tam wojsk lądowych. Szczególną uwagę zwracają jednak nastroje w obozie republikańskim. Oficjalnie ok. 85% republikanów popiera działania Trumpa, ale wśród osób nieidentyfikujących się bezpośrednio z ruchem MAGA (Make America Great Again) poparcie spada do zaledwie 54%. Natomiast lekko ponad połowa wszystkich republikanów jest również przeciwna wysłaniu żołnierzy nad Zatokę Perską. Dla porównania poparcie społeczne dla inwazji lądowej na Irak w 2003 roku wynosiło aż 76%. Administracji Busha udało się do tego doprowadzić poprzez zorganizowanie szerokiej i intensywnej kampanii informacyjnej (lub propagandowej jak kto woli), która trwała niemal rok. Społeczeństwu skutecznie wmówiono, że Irak stanowi egzystencjalne zagrożenie dla USA, bo posiada broń masowego rażenia. Przyjrzyjmy się więc, dlaczego obecna Administracja ma taki problem w domenie informacyjnej wokół konfliktu z Iranem.
Dziś również USA próbują uzasadniać swoją obecność w Iranie, ale sposób, w jaki to robią, jest co najmniej wątpliwej jakości. Gdy 28 lutego Stany zaatakowały Iran, Trump nawoływał Irańczyków do obalenia reżimu, zapewne licząc na zryw podobny do tego ze stycznia, w którym zginęło kilkadziesiąt tysięcy obywateli. Żaden przewrót się jednak nie wydarzył i to pomimo zabicia Ajatollaha Chameneiego, co zapewne zaskoczyło Waszyngton. Od tego momentu Administracja USA niejednokrotnie zmieniała zdanie co do celów ataku na Iran oraz czasu trwania operacji:
- Cel nr 2. Zniszczenie programu nuklearnego – Z kolei 2 marca w oficjalnym przemówieniu Trump wymienił wśród celów zapewnienie, że Iran nigdy nie zdobędzie broni atomowej. Podobnie mówił Sekretarz Obrony Hegseth. Przypomnijmy sobie stanowisko z 2025 roku po wojnie 12-dniowej, o tym że zdolności nuklearne Iranu zostały zniszczone i każdy, kto uważa inaczej, kłamie. Skoro program atomowy został zniszczony, to skąd egzystencjalne zagrożenie? Czy Persowie w rok odbudowali swoje zdolności? Oczywiście, że nie, dlatego zdecydowanie trudniej jest przyjmować przekaz USA, zwłaszcza że ten ciągle się zmienia. Zmianie uległ również czas trwania operacji. Zamiast kilku dni, miałoby to być kilka tygodni.
- Cel nr 3. Zniszczenie zdolności balistycznych – Zdecydowana odpowiedź Iranu i ataki na kraje ościenne sprawiły, że Trump zaczął kłaść nacisk na neutralizację potencjału rakietowego, dronowego i zniszczenie floty. Teraz wojna miała potrwać aż do września, a nawet w pewnym momencie stwierdził, że nie ma ona daty końcowej.
To nie wszystko, gdyż w drugim tygodniu marca Trump stwierdził nagle, że wojna jest już praktycznie skończona i wojsko nie ma już nawet w co uderzać. Jednocześnie Hegseth zapowiedział dalszą eskalację, bezlitosne uderzenie oraz, że to dopiero początek walki. Prezydent zapytany o ten rozdźwięk w narracji stwierdził, że może być tak i tak. Jeżeli najsilniejszy kraj świata nie potrafi jasno zakomunikować, dlaczego walczy i kiedy nastąpi koniec, społeczeństwo i rynki tracą resztki zaufania.
Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o zapasy amunicji i koszty wojny. Hegseth mówi, że dopiero zaczyna się walka, ale jednocześnie ściągane są zaawansowane systemy rakietowe THAAD z Korei Południowej, a spółki zbrojeniowe ponaglane do przyspieszenia i powiększenia produkcji. Nic dziwnego, gdyż Ameryka zużywa systemy przechwytujące warte miliony dolarów (wystrzelenie jednego pocisku systemu Patriot to koszt nawet 4 mln dolarów) do strącania licznych i tanich dronów Shahed. Szacuje się, że oszczędności dla amerykańskiego społeczeństwa wynikające z wprowadzenia ustawy Big Beautiful Deal zostaną całkowicie zniwelowane przez koszty wojenne, które przekroczyły już 11 mld dolarów.
Wiara w sprawczość i kontrolę sytuacji przez USA jest dodatkowo nadszarpywana przez sygnały dochodzące zza zamkniętych drzwi, jakoby Ameryka była kompletnie zaskoczona zamknięciem Cieśniny Ormuz i nie miała realnej strategii na poradzenie sobie z takim obrotem spraw. Donald Trump wpierw rzuca na stół 20 miliardów dolarów na ubezpieczenia, nawołując armatorów, by pokazali trochę jaj i wpłynęli w strefę konfliktu. Dzień później w Białym Domu obiecuje też wielkie bezpieczeństwo. Nie minęło wiele czasu, a dwie jednostki zostały zaatakowane podczas próby przepłynięcia cieśniny. Zginęli cywile, a ceny ropy ponownie wystrzeliły. W odpowiedzi na ten przebieg zdarzeń amerykański Sekretarz Energii przyznaje, że USA wcale nie są gotowe na eskortowanie floty handlowej.
Przykrym zwieńczeniem tej sekcji jest narracja wokół ataku na szkołę dla dziewcząt. Analitycy wykazali, że amerykański pocisk Tomahawk trafił bezpośrednio w budynek, co doprowadziło do śmierci 175 cywilów w tym 160 dzieci. Zamiast przyznać się do błędu i sprawnie zarządzić sytuacją, Trump zasugerował, że to Iran sam zbombardował sobie szkołę. Później wskazywał jeszcze na Australię, co spotkało się zażenowaniem opinii publicznej. Ostatecznie Trump stwierdził, że niezależnie od tego, co wykaże oficjalne dochodzenie w tej sprawie, będzie on musiał jakoś żyć dalej z konsekwencjami tych ustaleń. Smutna to synteza rzeczywistości wojny.
Strategiczna nieudolność może kosztować Trumpa wybory
Wydaje się, że Stany Zjednoczone atakując Iran, postawiły wszystko na jedną kartę: albo szybkie zwycięstwo, albo będzie problem. I właśnie ten brak planu B zdaje się najbardziej uderzać w pozycję USA. Błyskawiczne rozstrzygnięcie w Wenezueli sprawiło, że Trump zapewne uwierzył, że podobnie będzie i tym razem. Nie ma się co oszukiwać, szybka zmiana reżimu na poddańczy względem USA pozbawiłaby Chiny i Rosję ważnego sojusznika w regionie, co poprawiłoby pozycję Stanów w rywalizacji z Państwem Środka i nadchodzącym w maju spotkaniem z Xi Jinpingiem. Jednak Iran to nie Wenezuela – jest to kraj rządzony przez islamski reżim, który przez dekady przygotowywał się na „ostateczne starcie” ze swoimi największymi wrogami. Jego asymetryczna i zdecydowana odpowiedź ewidentnie zaskoczyła USA. Ostatnią rzeczą, której potrzebuje Trump, to przeciągający się konflikt, a na ten moment wiele na taki scenariusz wskazuje. Niesie to ze sobą konkretne konsekwencje.
Po pierwsze, od dłuższego czasu Stany próbują odciąć Rosję od jej głównego źródła zarobków, czyli ropy. Indie wielokrotnie były naciskane, aby zaprzestały kupowania rosyjskich węglowodorów. Zamknięcie Cieśniny Ormuz i ataki na infrastrukturę naftową w regionie wyniosły cenę tego surowca w pewnym momencie nawet do 120 dolarów za baryłkę. Bezpośrednio przełożyło się to na zyski Moskwy, która zarabia dzięki temu dodatkowe 200 mln dolarów dziennie. Jakby tego było mało, Departament Skarbu wydał licencję (ważną na 30 dni), która tymczasowo znosi sankcje na około 128 milionów baryłek rosyjskiej ropy, znajdującej się obecnie na tankowcach i w tzw. „flocie cieni”. Każdy kraj może więc kupić ropę bez strachu przed karami. W ten oto sposób cała strategia nacisku na Rosję legła w gruzach.
Po drugie, USA mogły poprawić swoje zdolności na Bliskim Wschodzie, ale tego nie zrobiły. W sierpniu 2025 roku Wołodymyr Zełenski spotkał się za zamkniętymi drzwiami w Białym Domu z Donaldem Trumpem. Ukraińcy ostrzegali, że Iran ulepsza swoje drony i zaproponowali Amerykanom stworzenie „dronowego muru” oraz hubów antydronowych w bazach USA na Bliskim Wschodzie (m.in. w Jordanii, ZEA i Arabii Saudyjskiej). Jeden z anonimowych urzędników przyznał później portalowi Axios: Uznaliśmy, że to po prostu Zełenski, który znów robi sobie PR. Ktoś podjął decyzję, żeby tego nie kupować. Dziś tanie irańskie drony spadają na Dubaj i inne miasta w regionie, a zestrzelenie ich to potężny wydatek dla Amerykanów. Dlatego w trybie awaryjnym poproszono Ukrainę o wysłanie ich operatorów i sprzętu na Półwysep Arabski. To chyba najbardziej dosadny dowód strategicznego nieprzygotowania USA do tej wojny.
Po trzecie, przekalkulowano szansę na szybką zmianę reżimu. Po tym jak pierwsze dni wojny nie przyniosły rozstrzygnięcia, kontynuowano naloty, które siłą rzeczy uderzają też w infrastrukturę cywilną. Dziennikarze CNN, analizując dostępne materiały, ustalili, że niszczone są szpitale, szkoły i obiekty sportowe. Na ten moment mówi się o ponad 1000 zabitych cywilach. W takich okolicznościach nie ma możliwości na jakiekolwiek wsparcie USA ze strony społeczeństwa irańskiego. Nowo wybrany duchowy przywódca kraju – syn Chameneiego – jest jeszcze bardziej radykalny w swoim przekazie. Zapowiada dalsze ataki na infrastrukturę krajów Półwyspu Arabskiego i stanowczo odrzuca możliwość negocjacji (pomimo sygnałów, jakoby Trump miał zgłaszać się poprzez pośredników z pytaniami o rozejm).
To przekalkulowanie sprawia, że USA raczej na pewno będą próbowały wyjść z tej wojny pod byle pretekstem i ogłosić zwycięstwo, o czym wspomniał na początku konfliktu Marcin Kremiec. W takim scenariuszu na majowym spotkaniu z Chinami, Trump będzie jawił się jako przedstawiciel państwa, które nie potrafiło w pełni skutecznie przeprowadzić ataku na kraj o wielokrotnie mniejszych zdolnościach niż Państwo Środka. Xi Jinping może więc przyglądać się wydarzeniom i wspierać po cichu Iran. Zawirowania na rynku ropy nie będą dla niego zmartwieniem, ponieważ zgromadził on zapasy ropy na 3 miesiące, a ponadto dziwnym trafem przez Cieśninę Ormuz przepływają tylko tankowce pod banderą Chin.
Po czwarte, nadchodzące w listopadzie wybory midterms są dla Donalda Trumpa kluczowe, jeśli chce on nadal mieć tak duży wpływ na kierunek polityki swojego kraju. Brak społecznego poparcia dla wojny, rosnące koszty i przeciągający się konflikt drastycznie zwiększają szansę na zwycięstwo Demokratów. Wydaje się, że obok ceny ropy i wpływu wojny na rynki, to właśnie wynik midterms będzie motywował działanie Trumpa w nadchodzącym czasie.
Szachy 5D. Czy w tym szaleństwie jest metoda?
USA doskonale zdają sobie sprawę, że tracą status hegemona na rzecz Chin. Gdy mocarstwo traci przewagę ekonomiczną, zaczyna używać siły militarnej, by w akcie desperacji poprawić swoją sytuację. Wiele wskazuje na to, że rzeczywiście tak jest – wojny handlowe, zagarnianie Grenlandii, zmiana reżimu w Wenezueli to przykłady siłowej próby przeorganizowania światowego porządku na swoją modłę. Kolejnym przystankiem na tej drodze jest Iran, czyli sojusznik Chin i Rosji. Ten tok myślenia stanowi uzasadnioną moim zdaniem podstawę do innego sposobu analizy postępowania Stanów Zjednoczonych. W ramach koncepcji „szachów 5D” każdy ruch USA na tej wojnie jest przemyślany, ma swój konkretny cel i wyjaśnienie.
Część analityków zwraca uwagę na to, że choć Putin chwilowo zyskuje na cenach ropy, to uderzenie w irańskie fabryki i bazy odcina Rosję od dostaw pocisków balistycznych od potężnego sojusznika. Kolejnym celem miałaby być projekcja siły wobec Chin. Pekin jest uzależniony od importu ropy z Zatoki Perskiej i wydłużająca się blokada Cieśniny Ormuz miałaby mu zaszkodzić oraz pokazać, że z nieprzewidywalnym reżimem Iranu lepiej nie mieć wiele wspólnego.
Z kolei chaos informacyjny wyjaśnia teoria szaleńca (madman theory), znana jeszcze z czasów prezydenta Nixona. Zgodnie z jej założeniami niejasny i sprzeczny przekaz ze strony USA jest dobrze skalkulowaną strategią. Ma na celu zatarcie granicy między prawdą a fałszem i intencjonalne sianie zamętu wśród opinii publicznej. To celowe budowanie nieprzewidywalności, które ma sprawić, że Iran, a także pozostali wrogowie nie będą wiedzieć, czego realnie spodziewać się po Donaldzie Trumpie. Chaos ma również wzbudzać niechęć do atakowania USA, których odpowiedź może być nieprzewidywalna. Jeszcze inni analitycy wskazują, że Biały Dom w ten sposób kieruje różne komunikaty do różnych adresatów:
Istnieją również analizy, które wskazują na powtarzalny schemat zarządzania konfliktami przez Donalda Trumpa i rozpisują go na 10 następujących punktów:
Jeśli się temu przyjrzeć i prześledzić wydarzenia ostatnich tygodni, rzeczywiście możemy odnaleźć wiele punktów wspólnych z powyższym schematem. Teoretycznie powinniśmy się teraz znajdować w okolicach punktu nr 7, ponieważ coraz częściej słyszymy ze strony Donalda Trumpa o „praktycznie wygranej wojnie” i jej rychłym końcu. Do mediów docierają również pogłoski o gotowości USA do negocjacji.
Z perspektywy zwolenników teorii „szachów 5D”, obecny chaos to precyzyjnie skalibrowana strategia. To konstrukcja analityczna, która idealnie tłumaczyłaby, dlaczego hegemon nigdy się nie myli. Pozostaje jedynie zadać pytanie, jak jest naprawdę? Czy ktokolwiek w Administracji USA gra w „szachy 5D”, czy też to my próbujemy na siłę znaleźć logikę, widząc otaczający nas chaos i eskalujący konflikt?
Kto wygrywa wojnę w Iranie?
Donald Trump swoimi sugestiami o rychłym końcu wojny próbuje przejść szybko od punktu 7 do kolejnych, opisanych w poprzednim rozdziale. Problem polega na tym, że dotychczas jego przeciwnicy ulegali zbudowanej presji i byli gotowi na ustępstwa. Dziś nowy przywódca duchowy Iranu jest jeszcze bardziej radykalny i w całej tej układance to właśnie Iran wydaje się mieć spójną strategię. Doskonale wiedzą, że nie wygrają militarnie, ale potrafią zadać ciosy, które realnie zaszkodzą USA. Uderzają asymetrycznie, blokując Cieśninę Ormuz, atakując tanimi dronami bazy w krajach ościennych i przenosząc konflikt do cyberprzestrzeni (12 marca Departament Usług Finansowych (DFS) rozesłał alerty „najwyższego stopnia” do zarządów banków i instytucji finansowych, ostrzegając przed zmasowaną falą irańskich cyberataków). Za cel obierane są również centra danych firm takich jak Amazon, Microsoft, Google czy Palantir.
Strategia Iranu to więc przedłużający się konflikt, pogrążający operacyjnie USA. Dodatkowo ma być on odczuwany maksymalnie na rynkach finansowych poprzez wzrost cen ropy, uprzykrzając tym samym życie możliwie największej liczbie sojuszników Stanów Zjednoczonych. Reżim póki co przetrwał, a 13 marca na ulicach Teheranu widzimy ludzi zjednoczonych wokół wspólnego wroga. Wygląda to dużo bardziej spójnie niż chaos i narastająca irytacja po stronie USA oraz kuriozalne filmiki publikowane przez Biały Dom na platformie X.
Warto pamiętać też, że cele USA i Izraela zaczynają być rozbieżne. Tel Awiw chce maksymalnie wyniszczyć Iran, a do tego potrzeba długotrwałych nalotów. Donald Trump potrzebuje za to spokoju, niskiej inflacji i taniej ropy przed wyborami połówkowymi, aby dalej móc rządzić krajem według swojego pomysłu. Jego szanse na zwycięstwo z dnia na dzień maleją. Wystarczy spojrzeć, co mówił Trump przed rozpoczęciem swojej drugiej kadencji:
„Będę jedynym prezydentem, który nie rozpocznie żadnej nowej wojny. (…) Zakończymy te śmieszne, niekończące się wojny, w których nasi wspaniali żołnierze giną za kraje, o których nikt nawet nie słyszał.”
„Wydaliśmy 7 bilionów dolarów na Bliskim Wschodzie (…), a nasze drogi, nasze mosty, nasze szkoły w kraju się sypią. Wydaliśmy 7 bilionów dolarów i nie mamy z tego absolutnie nic. To gorzej niż błąd.”
Dodatkowo z punktu widzenia walki z Chinami, wciągnięcie się w długi konflikt na Bliskim Wschodzie to również fatalny scenariusz. USA tracą zasoby i sprzęt, ogołacając się przed głównym rywalem i pokazując, jak asymetryczną odpowiedzią można zadać dotkliwe rany. Oczywiście nie twierdzę, że zdolności Iranu nie są niszczone. Po zakończeniu walk kraj ten z pewnością będzie dużo słabszy militarnie na jakiś czas. Iran po prostu uderza w interes USA dużo bardziej niż te zakładały, a to już powinno świadczyć o strategicznym nieprzygotowaniu i pewnego rodzaju porażce Trumpa. Nie zmienia to jednocześnie faktu, że Stany mogą w każdej chwili się wycofać i ogłosić sukces, co powinno uspokoić sytuację na rynkach (o ile nie potrwa to naprawdę długo), ale nie zmaże to jednocześnie obrazu fatalnego zarządzania konfliktem i konsekwencji wynikających z zaburzenia łańcuchów dostaw (np. wysokie ryzyko inflacji).
Podsumowując, trudno oprzeć się wrażeniu, że tym razem teoria „szachów 5D” przegrywa ze zwyczajną nieudolnością i nieprzygotowaniem USA do tej wojny. Chęć osłabienia Chin brzmi u podstaw logicznie, ale zdecydowana odpowiedź Iranu obnażyła wiele mankamentów Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie „szachy 5D” zadziałały, ale chyba tylko rozumiane jako przykrycie wojną tematu akt Epsteina – największego skandalu amerykańskich elit od dekad. Jak każdy życzyłbym sobie, żeby za błędami USA kryła się wielka strategia i plan, który ostatecznie ma jakiś sens. Tym razem trzeba jednak pogodzić się ze świadomością, że tak po prostu nie jest.

Link do oryginalnego artykułu: LINK
| Geopolityka wokół rozwijającej się wojny USA-Iran. | Izrael zbombarduje meczet Al-Aksa i obwini za to Iran, twierdzi amerykański komentator. | Dowódcy amerykańskiej armii mówią żołnierzom, że idą na wojnę z Iranem, by realizować biblijną przepowiednię o czasach ostatecznych. | Czy dojdzie do powszechnej wojny na Bliskim Wschodzie? | Co najmniej 112 samolotów USAF C-17 leci na Bliski Wschód: są to ilości z operacji Pustynna Burza. | Cena ropy wzrosła po tym, jak Trump wezwał „patriotów z Iranu” do kontynuowania protestów. | Czy irański rząd upadnie w 2026 roku | Co dalej z Iranem? | Wokół konfliktu Iran-Izrael narasta wojna religijna. | Iran do 2027. | Senator Graham przyznaje, że syryjscy dżihadyści, których wspierał, teraz masakrują cywilów. | Donald Trump wezwał do całkowitego przesiedlenia obywateli Palestyny. | Minister finansów Netanjahu wzywa do rozszerzenia granic Izraela o Damaszek. | Izraelski przywódca wezwał do całkowitego „unicestwienia” Gazy, jak „zniszczono Drezno i Hiroszimę”. | Iran atakuje Izrael. Teraz wszystko jest możliwe? | W nocy doszło do potężnych ataków na Syrię. | Trwa eksterminacja Gazy. | Czy gra idzie o przesiedlenie Palestyńczyków? | Zysk z wojny przeciwko Palestynie. | Turecki prezydent Erdogan grozi wypowiedzeniem wojny Izraelowi i wysłaniem wojska do Gazy. | Wywiad egipski ostrzegał Izrael przed wielkim atakiem ale rząd B. Netanyahu to zignorował. | Chiny wysyłają sześć okrętów wojennych na Bliski Wschód. | Putin grozi atakiem na amerykańskie lotniskowce. | Dochodzenia wskazują, iż to Izrael zniszczył szpital w Gazie. | Martin Armstrong: zachodni przywódcy sfinansowali ataki terrorystyczne w Izraelu, aby wciągnąć Rosję w III wojnę światową. | Hamas używa amerykańskiej broni! | Na miesiąc przed atakiem na Izrael prezent Biden przekazał Iranowi 6 miliardów dolarów. | Iran ostrzega, że zainterweniuje jeśli Izrael rozpocznie ofensywę lądową. | Słoneczny zegar i konflikty do 2030. | Izrael zbombardował lotniska w Syrii. | Izrael ma 80 głowic jądrowych i może zbudować od 115 do 190. | Izrael przyznał, że wspierał Al-Kaidę w Syrii. | Izrael ratuje syryjskich terrorystów Al-Kaidy. | Izrael przeprowadził masowe naloty przeciw irańskim i syryjskim stanowiskom wojskowym. | Izrael zbombardował Damaszek i Homs raniąc i zabijając wielu cywilów. | Syria wzywa ONZ do nałożenia sankcji na Izrael za bombardowanie Damaszku. | Po upadku Syrii Izrael planuje inwazję na Liban. | W obronie Iranu, Chiny grożą "trzecią wojną światową". | Rosja: "Cokolwiek stanie się Iranowi .... będzie bezpośrednim zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa narodowego" | Wielka destabilizacja: Pakistan, Rosja, Chiny. | Libia - Waszyngton - NATO i kolejna wielka wojna. | Chiński urzędnik państwowy: "Amerykańskie zagrożenie wobec Pakistanu jest zagrożeniem dla Chin”. | Obama informuje aliantów USA, że zaatakuje Iran przed jesienią 2012. | W oczekiwaniu na atak NATO, Rosja może sprzedać Syrii zaawansowaną broń. | Rosyjski wysłannik: "NATO planuje ataki na Syrię i Iran." |